***
-Jess! Jeeeeees! - wyrwałeś mnie z rozmyślań.
-Hmmm... co? Co się stało? - pytam kompletnie zdezorientowana.
-Jesteś jakaś nieobecna. - patrzysz na mnie z troską.
Tak bardzo kocham Cię za to, że po prostu przy mnie jesteś. Troszczysz się. Że Ci zależy.
-Nie, wydaje Ci się. Mam po prostu zły dzień. - kłamię.
-Nie prawda. Zachowujesz się tak od dłuższego czasu. Widzę, że coś jest nie tak. Powiedz. Przecież wiesz, że mi możesz zaufać. - kolejny powód, dla którego Cię kocham. Tobie zawsze mogę się wyżalić. I zawsze mnie rozumiesz.
-Jay, naprawdę wszystko jest w porządku. Chodź, pójdziemy się przejść. Do parku. Na naszą ławeczkę. - znowu to zrobiłam. Oszukałam Cię. Musiałam, nie chciałam, żebyś się zamartwiał.
-Niech będzie. Ale wrócimy jeszcze do tego tematu. - musnąłeś delikatnie moje spierzchnięte usta.
"Wiem. Niestety nie będzie to takie łatwe. Ani dla mnie, ani dla Ciebie". - myślę.
***
Jesteśmy na miejscu. Czuję się coraz bardziej zdenerwowana. Za chwilę miałeś się dowiedzieć o czymś, co całkowicie zmieniało wszystko. Wszystko dookoła.
-Muszę Ci coś powiedzieć. - biorę głęboki wdech.
-Tak, kochanie? - jak zawsze jesteś taki słodki.
-J...Jay ja jestem chora. Wykryto u mnie raka. Lekarze nie dają mi szans. Ja... tak strasznie się boję. Nie chcę Cię opuszczać... - z moich oczu płyną łzy, a w Twoich można dostrzec ból...
-Nie płacz. Jestem z Tobą. Zawsze będę. Nic nie jest w stanie nas rozdzielić. Jess... nic. Nasza miłość jest ogromna. - mówisz tuląc mnie do siebie.
***
Mija miesiąć odkąd żyjesz ze świadomością, że Twoja dziewczyna jest śmiertelnie chora, że w każdej chwili możesz ją stracić. Ciebie jednak wcale to nie przeraża. Nie dlatego, że Ci na mnie nie zależy... wręcz przeciwnie. Jesteś oełen wiary i nadziei. To dodaje mi siły.
Dziś jesteśmy umówieni w restauracji. Stresuję się... sama nie wiem dlaczego... Ty też jesteś jakiś niespokojny... zamyślony, zupełnie nieobecny...
W pewnym momencie mówisz:
-Jessica, mam prośbę - klękasz, wyjmujesz i otwierasz czerwone pudełeczko ze złotym pierścionkiem. Już się nie odzywasz, tylko patrzysz pytająco. Bez namysłu odpowiadam:
-Tak.
Promnieniejesz. WYdajesz się być najszczęśliwszy na świecie. Przyciągasz mnie do siebie i namiętnie całujesz. Nikt nie przypuszczał, że właśnie wtedy ta bajka się skończy...
Mdleję. Zostaję odwieziona do szpitala. Cały czas czuję Twoją bliskość. Mam zamknięte oczy, wszyscy myślą, że śpię. Dyskutujesz z lekarzem na temat mojego stanu zdrowia. Nic nie wiadomo. Siadasz koło mnie. Chwytasz za rękę. Śpiewasz cicho nasze ulubione piosenki. Około 1 w nocy przerywa Ci pikanie "jakiejś" maszyny. Wiesz, że to koniec. Ostani pocałunek. Ostatnie spojrzenie. Wychodzisz. Kierujesz się w stronę mostu. Stajesz na barierce. Skaczesz. i znowu możemy być razem. teraz wiem, że dotrzymałeś danego mi słowa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz