czwartek, 13 listopada 2014

Długie blond włosy opadały kaskadami na ramiona dziewczyny. Jackson stał naprzeciwko Cam zapatrzony w jej niebieskie tęczówki. Tworzyli piękną parę. On był prawdziwym facetem - pomimo młodego wieku potrafił zapewnić swojej ukochanej maksymalne poczucie bezpieczeństwa, wesprzeć ją w trudnych chwilach i sprawić, że uśmiechała się częściej niż kiedyś. Chłopak byl jej pierwszą prawdziwą miłością, więc dbała o ten związek najlepiej jak potrafiła. Odkąd oficjalnie byli razem Camilla  rozpoczęła nowe życie. Zapomniała o swojej burzliwej preszłości, przestała robić to co kiedyś.
 ***
-Cam, muszę Ci, o czymś powiedzieć - spokojnym głosem mówił chłopak. - Dobrze wiesz, że kocham Cię najbardziej na świecie i nigdy nie pozwoliłbym Cię skrzywdzić. Chcę dla Ciebie jak najlepiej, więc ... - przerwał i nabral powietrza do płuc. - więc... musimy się rozstać. - spuścił głowę.
Dziewczyna była  w tak wielkim szoku, że momentalnie wybuchła płaczem. Nie potrafiła wypowiedzieć ani słowa.
-Camillo, tak będzie lepiej. Popatrz ile dokonałaś - przestałaś ćpać, pić i się okaleczać. Teraz muszę wyjechać, moja mama w USA jest ciężko chora, planuję przeprowadzkę. Związek na odległość nie miałby sensu... - urwał.
-Nie! Nie rozumiesz?! To wszystko - wszystko dzięki Tobie! Uratowałeś mi życie, codziennie mówiłeś, że mnie kochasz a teraz chcesz tak po prostu to wszystko zostawić? - krzyczała przez łzy. - chcesz zostawić mnie? - powiedziała już prawie niesłyszalnym głosem.
-Nawet nie wiesz ile dla mnie znaczysz. Jesteś wystarczająco silna, żeby poradzić sobie beze mnie, odnaleźć na nowo sens życia. - kciukiem uniósł głowę Cam, tak, aby była na wysokości jego. - Wierzę w Ciebie. - po tych słowach pocałował ją namiętnie i odszedł.
Ta stała tak w bezruchu, dopóki krople deszczu nie zaczęły moczyć jej włosów i ubrań.
***
Minęły 2 miesiące. W tym nie długim okresie czasu wszystko w życiu Camilli zmieniło się diametralnie. Schudła, zaniedbała się. Większą część dnia przesiadywała w domu, wychodziła z niego tylko do sklepu.
Siedząc tak w ciszy i patrząc ślepo w pustą przestrzeń usłyszała pukanie do drzwi. Coś na moment ukuło ją w sercu, tak jakby nadzieja na powrót ukochanego odżyła. Biegiem je otworzyła - stała tam jej przyjaciółka, o której kompletnie zapomniała. I nagle wszystko stało się takie same jak 2 minuty temu - świat stracił wszelkie barwy.
-Mogę wejść? - Kelsey z uśmiechem na ustach zapytała.
Cam 'niezdolna' do powiedzenia czegokolwiek gestem ręki zaprosiła Kels do środka.
Dziewczyna rozejrzała się po pomieszczeniu a potem swój wzrok przeniosła na zaniedbaną przyjaciółkę.
-Naprawdę Cami? Naprawdę chcesz, aby jakiś chłopak niszczył Twoje życie? Nie rozumiesz, że go już tu nie ma i nie będzie? Jest daleko za oceanem. Zapomnij.
-Spróbuj zapomnieć jak się oddycha. Wtedy ja zapomnę o nim. - z jej oczu na nowo popłynęły łzy.
Kelsey zamilkła na moment.
-Wrócę jutro, pójdziemy na zakupy i doprowadzimy Twoje mieszkanie do porządku. Pa.
Nie usłyszała odpowiedzi. Camila położyła się na łóżku i zasnęła. Desperacko szukała ucieczki od rzeczywistości. Ten sposób wydał się jej najlepszy. Mogła jeszcze wrócić do swoich metod sprzed kilku lat, ale zbyt się bała. Poza tym pomimo tego jak postąpił Jackson, ona nie chciała go zawieść, wiedziała, że to dzięki niemu wydostała się z nałogu i, że teraz nie byłby zadowolony z tego, gdyby znowu zaczęła ćpać.
***
Następnego dnia wstała jeszcze bardziej rozdarta niż poprzednio. Była pewna, że chce skończyć z wszystkim. Podeszła do kredensu, wyjęła pudełko z przeróżnymi lekami, wysypała kilkanaście tabletek na blat i połknęła. Upadła na ziemię. Dokładnie w tym samym czasie ktoś wyważył drzwi. Jackson. Kelsey opowiedziała mu o Camilli. Przyleciał. Najszybciej jak mógł, jednak i tak za późno. Dziewczyna leżała martwa na zimnej posadzce. Spojrzał na nią ze łzami w oczach. Położył sie koło niej. Przytulił mocno i pocałował w policzek. Obwiniał się o jej śmierć. Wiedział, że gdyby nie jego wyjazd, Cam nadal by żyła. Jednak nie mógł cofnąć czasu.
***

2 tygodnie później odbył się pogrzeb Camilli. Niewielka grupka ludzi w skupieniu modliła się nad grobem. Brakowało tylko Jacksona. W pewnym momencie zadzwonił telefon Kelsey. Jackson nie przyszedł, bo go już też nie było. Przebywał z Camilą gdzieś w zaświatach, może oboje trafili do nieba? Ciekawe tylko, czy mu wybaczyła...

wtorek, 26 listopada 2013

"Na zawsze razem"

Stoję obok Ciebie. Zatracam się w głębi Twoich zielonych oczu. Czuję ciepły oddech na mojej szyi. Chciałabym, aby ta chwila trwała wiecznie. Abyśmy juz na zawsze mogli pozostać razem. Aby nic nie było w stanie nas rozłączyć. Niestety wiem, e to niemożliwe. Istnieją bowiem rzeczy, które nigdy nie pozwolą nam dzielić szczęścia tak długo jakbyśmy chcieli... chociaż...

 ***
 
-Jess! Jeeeeees! - wyrwałeś mnie z rozmyślań.
-Hmmm... co? Co się stało? - pytam kompletnie zdezorientowana.
-Jesteś jakaś nieobecna. - patrzysz na mnie z troską.
Tak bardzo kocham Cię za to, że po prostu przy mnie jesteś. Troszczysz się. Że Ci zależy.
-Nie, wydaje Ci się. Mam po prostu zły dzień. - kłamię.
-Nie prawda. Zachowujesz się tak od dłuższego czasu. Widzę, że coś jest nie tak. Powiedz. Przecież wiesz, że mi możesz zaufać. - kolejny powód, dla którego Cię kocham. Tobie zawsze mogę się wyżalić. I zawsze mnie rozumiesz.
-Jay, naprawdę wszystko jest w porządku. Chodź, pójdziemy się przejść. Do parku. Na naszą ławeczkę. - znowu to zrobiłam. Oszukałam Cię. Musiałam, nie chciałam, żebyś się zamartwiał.
-Niech będzie. Ale wrócimy jeszcze do tego tematu. - musnąłeś delikatnie moje spierzchnięte usta.
"Wiem. Niestety nie będzie to takie łatwe. Ani dla mnie, ani dla Ciebie". - myślę.
 
***
 
Jesteśmy na miejscu. Czuję się coraz bardziej zdenerwowana. Za chwilę miałeś się dowiedzieć o czymś, co całkowicie zmieniało wszystko. Wszystko dookoła.
-Muszę Ci coś powiedzieć. - biorę głęboki wdech.
-Tak, kochanie? - jak zawsze jesteś taki słodki.
-J...Jay ja jestem chora. Wykryto u mnie raka. Lekarze nie dają mi szans. Ja... tak strasznie się boję. Nie chcę Cię opuszczać... - z moich oczu płyną łzy, a w Twoich można dostrzec ból...
-Nie płacz. Jestem z Tobą. Zawsze będę. Nic nie jest w stanie nas rozdzielić. Jess... nic. Nasza miłość jest ogromna. - mówisz tuląc mnie do siebie.
 
***
 
Mija miesiąć odkąd żyjesz ze świadomością, że Twoja dziewczyna jest śmiertelnie chora, że w każdej chwili możesz ją stracić. Ciebie jednak wcale to nie przeraża. Nie dlatego, że Ci na mnie nie zależy... wręcz przeciwnie. Jesteś oełen wiary i nadziei. To dodaje mi siły.
 
Dziś jesteśmy umówieni w restauracji. Stresuję się... sama nie wiem dlaczego... Ty też jesteś jakiś niespokojny... zamyślony, zupełnie nieobecny...
 
W pewnym momencie mówisz:
-Jessica, mam prośbę - klękasz, wyjmujesz i otwierasz czerwone pudełeczko ze złotym pierścionkiem. Już się nie odzywasz, tylko patrzysz pytająco. Bez namysłu odpowiadam:
-Tak.
Promnieniejesz. WYdajesz się być najszczęśliwszy na świecie. Przyciągasz mnie do siebie i namiętnie całujesz. Nikt nie przypuszczał, że właśnie wtedy ta bajka się skończy...
 
Mdleję. Zostaję odwieziona do szpitala. Cały czas czuję Twoją bliskość. Mam zamknięte oczy, wszyscy myślą, że śpię. Dyskutujesz z lekarzem na temat mojego stanu zdrowia. Nic nie wiadomo. Siadasz koło mnie. Chwytasz za rękę. Śpiewasz cicho nasze ulubione piosenki. Około 1 w nocy przerywa Ci pikanie "jakiejś" maszyny. Wiesz, że to koniec. Ostani pocałunek. Ostatnie spojrzenie. Wychodzisz. Kierujesz się w stronę mostu. Stajesz na barierce. Skaczesz. i znowu możemy być razem. teraz wiem, że dotrzymałeś danego mi słowa.