Długie blond włosy opadały kaskadami na
ramiona dziewczyny. Jackson stał naprzeciwko Cam zapatrzony w jej niebieskie
tęczówki. Tworzyli piękną parę. On był prawdziwym facetem - pomimo młodego
wieku potrafił zapewnić swojej ukochanej maksymalne poczucie bezpieczeństwa,
wesprzeć ją w trudnych chwilach i sprawić, że uśmiechała się częściej niż
kiedyś. Chłopak byl jej pierwszą prawdziwą miłością, więc dbała o ten związek
najlepiej jak potrafiła. Odkąd oficjalnie byli razem Camilla rozpoczęła nowe życie. Zapomniała o swojej
burzliwej preszłości, przestała robić to co kiedyś.
***
-Cam, muszę Ci, o czymś powiedzieć -
spokojnym głosem mówił chłopak. - Dobrze wiesz, że kocham Cię najbardziej na
świecie i nigdy nie pozwoliłbym Cię skrzywdzić. Chcę dla Ciebie jak najlepiej,
więc ... - przerwał i nabral powietrza do płuc. - więc... musimy się rozstać. -
spuścił głowę.
Dziewczyna była w tak wielkim szoku, że momentalnie wybuchła
płaczem. Nie potrafiła wypowiedzieć ani słowa.
-Camillo, tak będzie lepiej. Popatrz ile
dokonałaś - przestałaś ćpać, pić i się okaleczać. Teraz muszę wyjechać, moja
mama w USA jest ciężko chora, planuję przeprowadzkę. Związek na odległość nie
miałby sensu... - urwał.
-Nie! Nie rozumiesz?! To wszystko -
wszystko dzięki Tobie! Uratowałeś mi życie, codziennie mówiłeś, że mnie kochasz
a teraz chcesz tak po prostu to wszystko zostawić? - krzyczała przez łzy. -
chcesz zostawić mnie? - powiedziała już prawie niesłyszalnym głosem.
-Nawet nie wiesz ile dla mnie znaczysz.
Jesteś wystarczająco silna, żeby poradzić sobie beze mnie, odnaleźć na nowo
sens życia. - kciukiem uniósł głowę Cam, tak, aby była na wysokości jego. -
Wierzę w Ciebie. - po tych słowach pocałował ją namiętnie i odszedł.
Ta stała tak w bezruchu, dopóki krople
deszczu nie zaczęły moczyć jej włosów i ubrań.
***
Minęły 2 miesiące. W tym nie długim
okresie czasu wszystko w życiu Camilli zmieniło się diametralnie. Schudła,
zaniedbała się. Większą część dnia przesiadywała w domu, wychodziła z niego
tylko do sklepu.
Siedząc tak w ciszy i patrząc ślepo w
pustą przestrzeń usłyszała pukanie do drzwi. Coś na moment ukuło ją w sercu,
tak jakby nadzieja na powrót ukochanego odżyła. Biegiem je otworzyła - stała
tam jej przyjaciółka, o której kompletnie zapomniała. I nagle wszystko stało
się takie same jak 2 minuty temu - świat stracił wszelkie barwy.
-Mogę wejść? - Kelsey z uśmiechem na
ustach zapytała.
Cam 'niezdolna' do powiedzenia
czegokolwiek gestem ręki zaprosiła Kels do środka.
Dziewczyna rozejrzała się po pomieszczeniu
a potem swój wzrok przeniosła na zaniedbaną przyjaciółkę.
-Naprawdę Cami? Naprawdę chcesz, aby
jakiś chłopak niszczył Twoje życie? Nie rozumiesz, że go już tu nie ma i nie
będzie? Jest daleko za oceanem. Zapomnij.
-Spróbuj zapomnieć jak się oddycha. Wtedy
ja zapomnę o nim. - z jej oczu na nowo popłynęły łzy.
Kelsey zamilkła na moment.
-Wrócę jutro, pójdziemy na zakupy i
doprowadzimy Twoje mieszkanie do porządku. Pa.
Nie usłyszała odpowiedzi. Camila położyła
się na łóżku i zasnęła. Desperacko szukała ucieczki od rzeczywistości. Ten
sposób wydał się jej najlepszy. Mogła jeszcze wrócić do swoich metod sprzed
kilku lat, ale zbyt się bała. Poza tym pomimo tego jak postąpił Jackson, ona
nie chciała go zawieść, wiedziała, że to dzięki niemu wydostała się z nałogu i,
że teraz nie byłby zadowolony z tego, gdyby znowu zaczęła ćpać.
***
Następnego dnia wstała jeszcze bardziej
rozdarta niż poprzednio. Była pewna, że chce skończyć z wszystkim. Podeszła do
kredensu, wyjęła pudełko z przeróżnymi lekami, wysypała kilkanaście tabletek na
blat i połknęła. Upadła na ziemię. Dokładnie w tym samym czasie ktoś wyważył
drzwi. Jackson. Kelsey opowiedziała mu o Camilli. Przyleciał. Najszybciej jak
mógł, jednak i tak za późno. Dziewczyna leżała martwa na zimnej posadzce. Spojrzał
na nią ze łzami w oczach. Położył sie koło niej. Przytulił mocno i pocałował w
policzek. Obwiniał się o jej śmierć. Wiedział, że gdyby nie jego wyjazd, Cam
nadal by żyła. Jednak nie mógł cofnąć czasu.
***
2 tygodnie później odbył się pogrzeb
Camilli. Niewielka grupka ludzi w skupieniu modliła się nad grobem. Brakowało
tylko Jacksona. W pewnym momencie zadzwonił telefon Kelsey. Jackson nie
przyszedł, bo go już też nie było. Przebywał z Camilą gdzieś w zaświatach, może
oboje trafili do nieba? Ciekawe tylko, czy mu wybaczyła...